Szłam uliczkami miasta trzymając smycz. Tak jak zawsze ludzie obok,których przechodziliśmy witali nas z uśmiechami. Odwzajemniałam je. Wkońcu po krótkim spacerze znaleźliśmy się pod sklepem. Co prawda do sklepu nie można było wchodzić z psem,ale ja dostałam to pozwolenie,bo przecież byłam niewidoma. Prowadzona przez mojego przyjaciela weszłam do sklepu. Rękoma odszukiwałam wybrane produkty,a Toshi w międzyczasie szczekał przypominając mi,co mamy wziąć. Zbierałam powoli wszystko do koszyka,idąc dalej. W pewnym momencie poczułam jak na coś wpadam. Słyszałam jak Toshi szczekał ze zdenerwowania,a ja? Upadłam tyłkiem na posadzkę. Po chwili usłyszałam męski wysoki głos.. Mężczyzna wyraźnie był zdenerwowany.
- Uważaj jak chodzisz! Nie jesteś sama w tym sklepie! Patrz pod nogi. - wrzasnął mężczyzna w moją stronę.
- Proszę o wyrozumiałość.. Jestem niewidoma,a moim przewodnikiem jest pies. - oznajmiłam cicho i pokręciłam głową. Czy on na prawdę nie zauważył,że jestem ślepa? Westchnęłam cicho i przygryzłam dolną wargę. Nienawidziłam takich sytuacji. Poruszyłam nosem czując ewidentny zapach krwi. Odkąd straciłam wzrok miałam lepsze zmysły słuchu i węchu. Na macanego odszukałam koszyk i z jego pomocą się podniosłam. Skierowałam głowę w stronę mężczyzny i usłyszałam jak zastyga w bezruchu.
- Mogłaś mnie uprzedzić,że nie widzisz. Albo chociaż Twój pies mógł uważać jak idzie. - powiedział.
- Jesteś ranny? - zmieniłam temat. Co prawda nigdy nie martwiłam się o nikogo,ale coś mi mówiło,że chłopak potrzebuje mojej pomocy.
- Nawet jeśli, to co Cię to obchodzi? - spytał nieźle poddenerwowany.
- Nie szukam kłopotów. Chcę tylko pomóc. - mruknęłam nieco zirytowana jego zachowaniem.
- Przepraszam. Po prostu walczyłem z silnym przeciwnikiem i pierwszy raz w życiu przegrałem.W sumie drugi,ale to bez znaczenia.. W dodatku nie jestem stąd i nie mam gdzie się podziać. - mężczyzna mówił nieco ściszonym głosem,jak i podłamanym.
- Wporządku. Nic nie szkodzi. Może chcesz się zatrzymać u nas? Mamy wolny pokój. Oczywiście nie zmuszam Cię do tego,ale dobrze by było jakby ktoś obejrzał Twoją ranę. - uśmiechnęła się do niego.
- Nie chcę sprawiać kłopotu. Rana? To nic takiego. - machnął dłonią ledwo trzymając się na nogach,po czym poczułam jak coś leci w moją stronę. W ostatniej chwili go złapałam.
- Cholera. - westchnęłam wciąż go trzymając. - Co ja mam zrobić? - zadałam sobie pytanie w głowie.
- Toshi weźmiesz koszyk? - poprosiłam psa,na co on zaszczekał. Powoli wyprowadziłam mężczyznę jakoś,a Toshi zaniósł zakupy do kasjera,za które zapłaciłam. Chwyciłam za smycz i niosąc zakupy oraz mężczyznę teleportowałam się do domu. Wspominałam,że to potrafię? Mam różne ukryte talenty.
Kiedy znaleźliśmy się w domu rozpakowałam na czuja zakupy,a następnie znalazłam się przy mężczyźnie. Był nieprzytomny,a ja musiałam jakoś przemyć mu ranę. Ściągnęłam z niego ciuchy i zostawiłam go w bokserkach kładąc delikatnie na łóżku. Poszłam do łazienki i nalałam miski do wody,po czym wzięłam ręcznik. Chwilę później znalazłam się w swoim pokoju obok chłopaka i zajęłam się jego raną. Czułam pod dłońmi jego mięśnie. Widocznie był napakowany. Kiedy skończyłam myć jego ranę owinęłam ją bandażem,a jego przykryłam kołdrą. Poszłam do kuchni zrobić coś jeść. Nie miałam pojęcia co mogę dać do jedzenia. Po krótkim namyśle postanowiłam zrobić naleśniki. Wyciągnęłam z szafki potrzebne rzeczy i zaczęłam robić. Po około dwóch godzinach naleśniki były gotowe. Postawiłam je na stole Wraz z dżemem,serem oraz polewą czekoladową. Usiadłam do stołu wzdychając i usłyszałam kroki. Uniosłam brwi ku górze. Czyżby już wrócił do przytomności?
- Zajęłaś się mną. Dziękuję. - powiedział cicho chłopak wyraźnie skrępowany.
- Nie ma za co. Siadaj,zrobiłam jedzenie. - wskazałam mu krzesło obok siebie.
Usiadł obok mnie,a ja poczułam na sobie jego wzrok. Przełknęłam ślinę i włożyłam sobie naleśnika. On zrobił to samo już nieco oswojony. Chyba nie podobało mu się to,że go rozebrałam do bokserek. Zresztą i tak nic nie widziałam,więc nie mam pojęcia co mogłoby mu dokładnie nie pasować.
- Pyszne. - uśmiechnął się jedząc.
- Cieszę się. Powiedz mi.. Jak masz na imię? - spytałam cicho.
- Laxus Dreyar,a Ty? - spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Miyuki Tubishi. - mruknęłam i wstałam od stołu. Poszłam zrobić coś do picia. Moje ręce zaczęły się trząść na samo wspomnienie o rodzicach,którzy nie żyją. Wrzątek wylał mi się na dłoń. Syknęłam cicho i usiadłam na ziemi ukrywając twarz w dłoniach. Usłyszałam jak krzesło się odsuwa. Ręka bolała mnie i piekła. Wiedziałam,że na pewno skóra mi schodzi. Poczułam jak unoszę się nad ziemną,a mnie oplatają czyjeś silne dłonie.
- Laxus.. Postaw mnie proszę. - poprosiłam cicho, jednak on nie zrobił tego. Zamiast mnie postawić posadził mnie na blacie kuchennym i chwycił za poranioną dłoń.
- Gdzie masz apteczkę? - spytał cicho.
- W szafce po lewo. - mruknęłam. Usłyszałam jak otwiera szafkę i wyciąga apteczkę. Podstawił mi dłoń pod kran,a ja zagryzłam dolną ragę czując jak skóra w tym miejscu cholernie piecze. Po chwili posmarował ją jakąś maścią i owinął bandażem. Mogłam użyć swojej magii,ale nie chcę. Nie chcę komuś pokazać,że jestem magiem,przez to zginęli moi rodzice. Przez magów. Nienawidzę ich i samej siebie. Wszystko moja wina. Westchnęła cicho i zeskoczyłam z blatu.
- Dziękuję. - mruknęłam cicho i wróciłam do stołu.
- Odwdzięczam Ci się tylko. - chłopak wzruszył ramionami.
- Nie musisz. Jeśli chcesz zamieszkaj z nami. - uśmiechnęłam się do niego serdecznie.
- Mogę? Na prawdę? - spytał mnie.
- Oczywiście. Będzie nam miło mieć współlokatora. - uśmiechnęłam się.
- Zgoda. - pokiwał głową i wrócił do jedzenia.
Ja jedynie uśmiechnęłam się na wesołe szczekanie Toshiego. No tak,od dzisiaj mamy nowego współlokatora. Zaśmiałam się w duchu ciekawa jak to się potoczy. Miałam tylko nadzieję,że ten chłopak nie obróci naszego życia do góry nogami. Z taką myślą wróciłam do jedzenia.
Po skończonym posiłku pozmywałam naczynia,choć Laxus się upierał abym zostawiła je,a on umyje. Nie zgodziłam się na to.
Po pozmywaniu naczyń postanowiłam skorzystać z tak pięknej pogody i poszłam do pokoju. Tam rozebrałam się do naga i ubrałam strój kąpielowy. Poszłam do ogródka do basenu. Weszłam do środka i zaczęłam pływać.
- Tu jesteś. Wszędzie Cię szukałem. - zaśmiał się Laxus. Przystanęłam i wyszłam z wody.
- A po co to robiłeś? Chodź,popływamy razem! - zaproponowałam i wepchnęłam go do basenu śmiejąc się.
Ten oczywiście wrzasnął jak mała dziewczynka i zaczął mnie chlapać oraz podtapiać. Wygłupialiśmy się w basenie kilka godzin. Co prawda polubiłam tego chłopaka,ale mało o nim wiem. Będę musiała z nim porozmawiać.
Pod wieczór oboje wyszliśmy z basenu i wróciliśmy do domu. Ja od razu pobiegłam do łazienki i wzięłam prysznic ubierając na siebie piżamkę,a on? Pewnie poszedł po mnie i też coś na siebie włożył.
Poszłam do kuchni i wyciągnęłam z lodówki sok upijając łyk.
- Dobranoc. - mruknął do mnie chłopak i pocałował w nosek.
- Dobranoc. - na moje policzki wkradł się rumieniec,a zaraz potem poczłapałam do swojej sypialni. Toshi zaraz za mną. Położyłam się w łóżku tuląc do siebie mojego kochanego wilczurka. Pogłaskałam go po mordce i zasnęłam. Usypiając słyszałam jeszcze jak Laxus wchodzi do mojego pokoju,aby mnie dobrze okryć.
Fajnie, fajnie ^^
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem, jak to się dalej potoczy ;3
Jedyne, co mnie raziło, to: Tak jak zawsze ludzie obok,których przechodziliśmy witali nas z uśmiechami. Odwzajemniałam je. <--- przecież jest niewidoma. Jak mogła widzieć uśmiechy? o.O" trochę nie trzyma się to kupy.
Ano ano masz rację cholerka. xD Oj no powiedzmy,że poczuła jak się uśmiechają? XD
OdpowiedzUsuńHhuhuh jutro będzie nowa nocia i cieszę się,że Ci się podoba. <3
HO HO HO HO
OdpowiedzUsuńLaxus *___*
Wyczuwam dziki seks >DDD
Dawaj następnego rozdziała, a nie <3